Jadę pociągiem do Warszawy i jestem przemęczona. Właśniezakończyłam pracę w Agencji Reklamowej. To było pechowe i trudne zlecenie.Klient zażyczył sobie reklamę w Internecie, która miała dotyczyćnajnowocześniejszej technologii informatycznej. Same aplikacje miały być wformie okien. Każdy element reklamy miał być w odcieniu zieleni. Właściwie tokolor ten wybrali klienci naszego zleceniodawcy, który przez pół roku prowadziłcotygodniowe sondaże.
Obok mnie siedzi rozpieszczony dwulatek i ciągle płacze. Jużnie wytrzymuję nerwowo. Mam ochotę wyrzucić go za drzwi przedziału i spuścić mulanie. Niestety nie mam do tego prawa, więc jestem zmuszona jechać nadal wtakim hałasie.
Jedyne co nadal podtrzymuje mój dobry nastrój i humor towiadomość, że moja młodsza siostra przyrządziła z grzybów przepyszną zupę idrugie danie. Mimo, że ma dopiero 17 lat to doskonale radzi sobie w kuchni iprawie każdy przepis kulinarny, z którego coś robiła, zna na pamięć. Dobresamopoczucie mam także z powodu czekającego mnie tygodniowego urlopu.
Kolejne zlecenie, jakie będę musiała jeszcze zrobić w tymtygodniu to reklama szkoły tańca i jogi. Ma ona być w języku angielskim. Przydasię więc iść na jakiś tani kurs językowy.
Właśnie dojeżdżam do Mokotowa. Już za chwilę będę wysiadać.