Jazda pociągiem

Październik 31, 2006

Jadę pociągiem do Warszawy i jestem przemęczona. Właśniezakończyłam pracę w Agencji Reklamowej. To było pechowe i trudne zlecenie.Klient zażyczył sobie reklamę w Internecie, która miała dotyczyćnajnowocześniejszej technologii informatycznej. Same aplikacje miały być wformie okien. Każdy element reklamy miał być w odcieniu zieleni. Właściwie tokolor ten wybrali klienci naszego zleceniodawcy, który przez pół roku prowadziłcotygodniowe sondaże.  

Obok mnie siedzi rozpieszczony dwulatek i ciągle płacze. Jużnie wytrzymuję nerwowo. Mam ochotę wyrzucić go za drzwi przedziału i spuścić mulanie. Niestety nie mam do tego prawa, więc jestem zmuszona jechać nadal wtakim hałasie.

Jedyne co nadal podtrzymuje mój dobry nastrój i humor towiadomość, że moja młodsza siostra przyrządziła z grzybów przepyszną zupę idrugie danie. Mimo, że ma dopiero 17 lat to doskonale radzi sobie w kuchni iprawie każdy przepis kulinarny, z którego coś robiła, zna na pamięć. Dobresamopoczucie mam także z powodu czekającego mnie tygodniowego urlopu.

Kolejne zlecenie, jakie będę musiała jeszcze zrobić w tymtygodniu to reklama szkoły tańca i jogi. Ma ona być w języku angielskim. Przydasię więc iść na jakiś tani kurs językowy.

Właśnie dojeżdżam do Mokotowa. Już za chwilę będę wysiadać.

Zamienił Ryjek siekierkę na kijek

Październik 5, 2006

Rychu już pięciokrotnie zmieniał szkołę. W żadnej mu się nie wiodło. Teraz chodzi do zawodówki w Warszawie. Nową szkołę załatwił mu pan Polak, który jest kuzynem dyrektora szkoły. W nowej budzie już pierwszego dnia padł ofiarą starszych uczniów. Tak go w toalecie wysmarowali szminką Jadźki, że wyglądał jak świnia. I od razu przylgnęło do niego przezwisko Ryjek. Rychu czytał informacje o fali w szkole. Wiedział też, że najnowsze dane statystyczne nie odzwierciedlają w pełni tego zjawiska. W tej szkole odczuł to na własnej skórze. Pozostawiony sam sobie otworzył okno, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Już nie wróci na lekcje języka angielskiego. „Szkolnictwo – to jeden wielki kicz” – pomyślał. Jego zawodówka przysposabiała do pracy kelnera, kucharza, piekarza i cukiernika. Nie bardzo to go interesowało, ale nie chciał znów zawieźć swojej matki. Początkowo z ochotą wgryzł się w zawiłe przepisy kulinarne, przestudiował niejedną książkę kucharską. Korzystając z komputera swojej ciotki, wiele informacji wyszukiwał w Internecie. Nawet zaczął przyswajać angielskie słówka. I jakoś mu szło. Zdobył uznanie belfrów, gdy opracował ciekawą reklamę francuskich ciasteczek. Najgorzej szło mu gotowanie. Miał problemy z przyprawami i  z użyciem odpowiedniej ilości i jakości warzyw i mięsa. Nauka szła mu coraz gorzej, aż w końcu postanowił rozglądać się za jakąś pracą. Na razie chodził do szkoły, ale postanowił z niej zrezygnować, gdy znajdzie pracę. Niestety nie odpowiadała mu żadna oferta pracy. Zarobki były za małe, jak na jego oczekiwania.
Na ulicy jego uwagę przyciągnęła kobieta o niebiańsko długich nogach. Wyglądała niezwykle atrakcyjnie. Postanowił iść za nią, choć do końca nie wiedział po co. Przy budynku szkoły tańca postanowił, że wyrwie jej torebkę. Łudził się, że jej zawartość pozwoli mu choć na częściową realizację swych marzeń.
Teraz siedząc w poprawczaku, patrząc w okno marzy o jakiejkolwiek szkole, o dawnym życiu. Nawet przez głowę mu nie przeszło, że atrakcyjna kobieta była na służbie, a jej koledzy policjanci zastawili pułapkę na dealera. Ale to on wpadł.
I w ten sposób zupełnie przyzwoite życie zamienił na piekło. Teraz dopiero doświadczył, co naprawdę znaczy zjawisko fali.  

Nie ciesz się dziadku z cudzego wypadku

Wrzesień 29, 2006

Świeżo upieczony emeryt nie bardzo wiedział, co zrobić z nadmiarem wolnego czasu. Postanowił zabawić się w detektywa. Na obiekt swojej obserwacji upatrzył sobie ładną, trzydziestokilkuletnią kobietę. Po tygodniu obserwacji wiedział już sporo o swoim obiekcie zainteresowań. Kobieta pochodziła z Warszawy, ale po rozwodzie przeniosła się do jego rodzinnego miasta.  Tu zdobyła mieszkanie i pracę w agencji reklamowej. Czasami zostawała w pracy po godzinach i długo wystukiwała na klawiaturze komputera raporty, które zostawiała jej szefowa. We wtorki kobieta uczęszczała na prywatne lekcje języka angielskiego, a we czwartki chodziła do szkoły tańca. Dziadek nie lubił takich niezależnych kobiet. Wolał kobiety zajmujące się domem, dziećmi i obiadem. Jego świętej pamięci żona rzadko opuszczała domowe pielesze. Zazwyczaj wychodziła z domu tylko na zakupy i najczęściej kupowała owoce, warzywa oraz tylko te produkty, które były jej potrzebne w tym dniu. Nigdy nie robiła zapasów. Jedyną jej lekturą były poradniki i przepisy kulinarne. A ta kobieta najczęściej używała mikrofalówki. „Polacy to nie Amerykanie – pomyślał. Cenią sobie kuchnię domową”. Im bardziej poznawał obyczaje kobiety, tym bardziej ją nienawidził. Życzył jej, by spotkała ją kara za tak beztroskie życie.
Pewnego dnia jego życzenie ziściło się. Jak zwykle szedł ostrożnie za kobietą. Ona jednak wyczuła, że ktoś ją śledzi. Przyspieszyła kroku. Na klatce schodowej prawie już biegła. Potknęła się i stoczyła ze schodów. Dziadek stanął nad ledwo żywą kobietą i zaczął się śmiać i cieszyć jak dziecko. Jego radość spotęgował widok karetki. Zadowolony wracał do swojego domu.
Nagle z otwartego okna usłyszał przeraźliwy krzyk. Później już nic nie pamiętał. W szpitalu dowiedział się, że wpadł pod samochód. Ma uszkodzony kręgosłup. Opiekować się nim będą wolontariusze. Po kilku tygodniach w drzwiach własnego mieszkania ujrzał wolontariuszkę – kobietę znienawidzoną. Nabrał wodę w usta i tak wegetuje po dzień dzisiejszy.    


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.