Świeżo upieczony emeryt nie bardzo wiedział, co zrobić z nadmiarem wolnego czasu. Postanowił zabawić się w detektywa. Na obiekt swojej obserwacji upatrzył sobie ładną, trzydziestokilkuletnią kobietę. Po tygodniu obserwacji wiedział już sporo o swoim obiekcie zainteresowań. Kobieta pochodziła z Warszawy, ale po rozwodzie przeniosła się do jego rodzinnego miasta. Tu zdobyła mieszkanie i pracę w agencji reklamowej. Czasami zostawała w pracy po godzinach i długo wystukiwała na klawiaturze komputera raporty, które zostawiała jej szefowa. We wtorki kobieta uczęszczała na prywatne lekcje języka angielskiego, a we czwartki chodziła do szkoły tańca. Dziadek nie lubił takich niezależnych kobiet. Wolał kobiety zajmujące się domem, dziećmi i obiadem. Jego świętej pamięci żona rzadko opuszczała domowe pielesze. Zazwyczaj wychodziła z domu tylko na zakupy i najczęściej kupowała owoce, warzywa oraz tylko te produkty, które były jej potrzebne w tym dniu. Nigdy nie robiła zapasów. Jedyną jej lekturą były poradniki i przepisy kulinarne. A ta kobieta najczęściej używała mikrofalówki. „Polacy to nie Amerykanie – pomyślał. Cenią sobie kuchnię domową”. Im bardziej poznawał obyczaje kobiety, tym bardziej ją nienawidził. Życzył jej, by spotkała ją kara za tak beztroskie życie.
Pewnego dnia jego życzenie ziściło się. Jak zwykle szedł ostrożnie za kobietą. Ona jednak wyczuła, że ktoś ją śledzi. Przyspieszyła kroku. Na klatce schodowej prawie już biegła. Potknęła się i stoczyła ze schodów. Dziadek stanął nad ledwo żywą kobietą i zaczął się śmiać i cieszyć jak dziecko. Jego radość spotęgował widok karetki. Zadowolony wracał do swojego domu.
Nagle z otwartego okna usłyszał przeraźliwy krzyk. Później już nic nie pamiętał. W szpitalu dowiedział się, że wpadł pod samochód. Ma uszkodzony kręgosłup. Opiekować się nim będą wolontariusze. Po kilku tygodniach w drzwiach własnego mieszkania ujrzał wolontariuszkę – kobietę znienawidzoną. Nabrał wodę w usta i tak wegetuje po dzień dzisiejszy.